Wchodzę niepewnie do świątyni. Przede mną stoi kobieta, której oczom od razu ufam. Kobieta jest piękna, zmysłowa, jej ciało oplata cielista chusta.
Dostaję też chustę dla siebie. Już w toalecie zakładam ją na umyte, nagie ciało. Wychodzę z łazienki, jak pięknie pachnie!
Orientalne nuty mieszają się ze sobą, tworząc w mojej głowie gonitwę za odkryciem każdego z zapachów.
Temperatura niezwykle przyjazna. Mnóstwo świec, wystrój niebanalnie twórczy. I ta muzyka!
Zaczęła się ceremonia.

Leżę.
Jestem naga. Ale oczy kobiety mówią, jesteś bezpieczna. I otula mnie tkaninami. Otula każdą część mojego ciała. Jej ciepłe dłonie gładzą mnie i uspokajają, jak dłonie mamy. Tym dłoniom też ufam.
Mam zamknięte oczy, moje ciało łaknie każdy ruch, każdy zapach, każdy instrument w muzyce daje mi coraz to nowy impuls do tworzenia. Wyobraźnia. Ona wariuje. Czuje jakbym naprawdę była w Maroku. Leżę pośród pięknych tkanin, czuje błogi dotyk na mojej twarzy, a wraz z nim odkrywam nowy zapach. Zapach cedru.
Dłonie sprawiają, że całe spięcie mojej głowy ucieka bezpowrotnie. Moja twarz jest szczęśliwa. Teraz już wiem, że mogę oddać się całkowicie tej podróży.
Kobieta, pozwala mi poznawać moje ciało, nie znałam go od tej strony. Mój brzuch, moje nogi, ręce nigdy dotąd nie doznały tak wzniosłego, przepełnionego stoicką, silną energią dotyku.
Czuję jakby ściągano ze mnie skorupę strachu, niepowodzeń, stresu. Czuję się teraz, jak delikatny pąk kwiatu. Podróż, w której tkwię pozwoliła mi uwierzyć w moją wyjątkowość. Nabrałam pewności siebie, pewności w moje cele, marzenia, talenty. Jestem szczęśliwa! Spokojna, wyciszona. Teraz, kiedy leżę już na brzuchu czuję, jak wszystkie barwy Maroka tańczą na moich plecach. Moje zmysły szaleją. Przenoszę się w głębię mojej podświadomości. Nie myślę. Czuję, żyję. To jest piękne uczucie.

Koniec.
Minęły dwie godziny.